[usługa] ANIMEX - Stargard Szczeciński - naprawa liczników
: 16 lip 2010, 13:14
Chciałbym przestrzec wszystkich którzy chcieliby naprawić licznik w tej "firmie".
1. Najdroższa oferta w sieci (tym się sugerowałem wysyłając tam liczniki do naprawy, jednak w tym przypadku okazało się że drogo nie znaczy dobrze).
2. Grubiański i nie wychowany właściciel który nawet przy próbie zapytania o podłączenie licznika po naprawie, potrafi chamsko naskoczyć na klienta za to, że zabiera mu czas zamiast czytać kartki które przesyła wraz z "naprawionym" licznikiem.
3. Gdy licznik padł po cztrech miesiącach, odmówił uznania gwarancji (mimo że na liczniku są nienaruszone plomby jego "firmy". Aby uznał gwarancję, musi mieć małą karteczkę z notesika którą zwija w rulonik i przykleja tasiemką z tyłu licznika). W rozmowie stwierdził że nie posiada drukarki i dlatego będzie wypisywał (nieczytelnie jak mozna było stwierdzić) karteczki jako dokument gwarancyjny.
4. Gdy zażądałem uznania gwarancji (nienaruszone naklejki gwarancyjne z datą i nazwą firmy), rozmawiający w toku rozmowy przeszedł na "ty" i zwymyślał mnie różnymi epitetami!!! Przez dłuższy czas po rozłączeniu nie mogłem dojść do siebie...
Szkoda, bo wysłałem do niego kilku klientów (sam prowadzę warsztat) i sam wysłałem do niego kilka liczników a teraz (gdy popytałem w branży) okazuje się że to jakiś rolnik który kupił sobie lutownicę.
Krótko: Chamski, grubiański facet nastawiony nie na naprawę, ale na wyciągnięcie pieniędzy. Raz mu się uda naprawić, raz się nie uda (ale pieniędzy też nie zwróci) i tak jakoś się kręci ten jego "biznesik".
1. Najdroższa oferta w sieci (tym się sugerowałem wysyłając tam liczniki do naprawy, jednak w tym przypadku okazało się że drogo nie znaczy dobrze).
2. Grubiański i nie wychowany właściciel który nawet przy próbie zapytania o podłączenie licznika po naprawie, potrafi chamsko naskoczyć na klienta za to, że zabiera mu czas zamiast czytać kartki które przesyła wraz z "naprawionym" licznikiem.
3. Gdy licznik padł po cztrech miesiącach, odmówił uznania gwarancji (mimo że na liczniku są nienaruszone plomby jego "firmy". Aby uznał gwarancję, musi mieć małą karteczkę z notesika którą zwija w rulonik i przykleja tasiemką z tyłu licznika). W rozmowie stwierdził że nie posiada drukarki i dlatego będzie wypisywał (nieczytelnie jak mozna było stwierdzić) karteczki jako dokument gwarancyjny.
4. Gdy zażądałem uznania gwarancji (nienaruszone naklejki gwarancyjne z datą i nazwą firmy), rozmawiający w toku rozmowy przeszedł na "ty" i zwymyślał mnie różnymi epitetami!!! Przez dłuższy czas po rozłączeniu nie mogłem dojść do siebie...
Szkoda, bo wysłałem do niego kilku klientów (sam prowadzę warsztat) i sam wysłałem do niego kilka liczników a teraz (gdy popytałem w branży) okazuje się że to jakiś rolnik który kupił sobie lutownicę.
Krótko: Chamski, grubiański facet nastawiony nie na naprawę, ale na wyciągnięcie pieniędzy. Raz mu się uda naprawić, raz się nie uda (ale pieniędzy też nie zwróci) i tak jakoś się kręci ten jego "biznesik".